Babka z letalną dawką wanilii

My tu sobie gadu, gadu o Toskanii, a tu nagle okazuje się, że Wielkanoc tuż, tuż. Łukasz mi właśnie oznajmił, że gdyby nie bakalie, a zwłaszcza wszędobylskie rodzynki, to te wiosenne Święta wygrałyby jego zdaniem z Bożym Narodzeniem. Ale, ale .... jedynie w kategorii ciast przyznałby wyższość świętom Wielkiejnocy nad świętami Bożego Narodzenia. Te baby i serniki chyba tak do niego przemawiają...
W naszym domu nie ma tradycji przynoszących prezenty zajączków, co jest zdaniem wszystkich znanych mi zaprzyjaźnionych mniejszych i większych dzieci zasadniczą wadą Wielkiejnocy. Takie to już konsumpcyjnie nastawione pokolenie (czy myśmy czasem w dzieciństwie nie mieli podobnych opinii ? ;) ). Stąd wynika właśnie fakt, że głównie pod względem ciast Wielkanoc przoduje w rankingu mojego syna. Chociaż akurat on nie ma na co narzekać, bo jego urodziny wypadają zawsze w okolicach Świąt stąd i prezenty zawsze się jakieś znajdą.
Wracając do świątecznych ciast to chyba już w zeszłym roku udało mi się dogodzić mojemu synowi. Na minione Święta wymysliłam babkę jego marzeń, na którą przepisem zamierzam się z Wami dzisiaj podzielić.
Jak już tu wielokrotnie wspominałam, moje już 15-letnie dziecko ma dość niespotykany gust, jeśli chodzi o ciasta. To, że wydłubuje bakalie, nie jest niczym szczególnym, bo wiele dzieci to robi. To, że nie lubi smaku kawowego też jest raczej w jego wieku zrozumiałe (choć może nie dla Portugalczyków, bo ich dzieci kawę pijają od 4 roku życia mniej więcej). Z nim jest dużo gorzej - on nie znosi czekolady. Nie toleruje nawet okruszyny w ciastach, czy też kremach albo lodach. To co piszę odnosi się do czekolady mlecznej i gorzkiej, nie ma natomiast zastosowania do białej (która podobno tak naprawdę to czekoladą nie jest). Tą ostatnią Łukasz nie pogardzi. Z wyżej wymienionych przyczyn, gdy chcę upiec coś dla niego możliwości mi się nieco zawężają. Dodatkowo preferuje on wypieki piaskowe, bez kremów, dżemów i polew. Gdy ciasto jest z owocami można się spodziewać, że je elegancko wypreparuje i ułoży na brzeżku talerzyka. I co z takim dziwakiem począć?
Na szczęście są też smaki, których jest wielbicielem. I tu muszę przyznać, że nie znam chyba większego waniliowego maniaka niż mój syn. Wszystko to, co nie może być czekoladowe, powinno pachnieć wanilią. Wymyśliłam więc na zeszłoroczną Wielkanoc wyjątkowo prostą i niezawodną, ucieraną babkę waniliową, w dodatku bez drożdży (które z tego co wiem potrafią niektórych domowych kuchcików odstraszyć od wypróbowania przepisu ;) ).
Prezentowana dziś babka jest chyba ideałem, tak przynajmniej twierdzi Łukasz. Wanilii jest w niej dawka wprost letalna. ;) Zawiera waniliowy budyń, waniliowy ekstrakt (z meksykańskiej wanilii) i jeszcze ociupinkę likieru z wanilli rosnącej na Madagaskarze. Nie wiem czy lubicie na Święta takie bezpretensjonalne ciasta, ale w końcu nie tylko drożdżowymi babami na kopie jaj żyje człowiek. Może zachęci Was też zapach jaki wydobywa się z piekarnika w trakcie pieczenia i wkradza się w każdy zakamarek w domu mówiąc "Zjedz mnie". ;)
Babka piaskowa z potrójną dawką wanilii
forma z kominkiem o średnicy 23cm i wysokości 10cm
5 jajek
szczypta soli
2/3 szkl cukru
200g masła roztopionego
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżka likieru waniliowego
1 łyżka ciemnego rumu
1 szkl (150g) mąki
100g budyniu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Nagrzać piekarnik do 180ºC. Mąkę przesiać z budyniem i proszkiem do pieczenia. Jajka ubić mikserem z solą i cukrem, aż będą kremowe i puszyste. Dolewać powoli nadal ubijając roztopione masło, ekstrakt waniliowy i alkohole. Następnie na niskich obrotach miksera dokładać partiami sypkie składniki. Wlać masę do natłuszczonej wysypanej mąką formy na babkę. Piec ok. 45-50 min.
Inne moje wielkanocne przepisy:






przepisy

