ach, to byl rok...
pozazdroscialam Wam wstawiania nowych notek, zatesknilam za blogowaniem juz bardzo. niestety brak aparatu i rzadkie wizyty w kuchni spowodowaly, ze to o czym moge pisac to sprawy pozakuchenne...
dlatego pomyslalam sobie, ze moze warto powspominac rok 2009, ktory calkiem niedawno odszedl i zanim wyciagne garnki w mojej wlasnej kuchni w nowym 2010 roku i zaczne w nich cos pichcic, o czym na pewno Wam pierwszym wspomne, to z checia podsumuje stary rok...
a to byl bardzo dobry rok!

chyba nikogo nie zdziwi, ze najwazniejszym momentem 2009 roku, jak i w ogole najwazniejszym momentem dotychczas byla chwila, kiedy to zostalam mama, a maly kruszynek (pseudonim zawdziecza viridiance) zajrzal w me oczy i odtad rozpoczela sie bajka: zyli dlugo i szczesliwie... ;-)
bycie mama nauczylo mnie wiele, ale przede wszystkim cierpliwosci, ktorej wczesniej posiadalam w znikomych ilosciach. dlatego odtad tym, ktorzy za chwile stana sie rodzicami polecam przyspieszony kurs bycia cierpliwym. i choc czasem jest pod gorke, jak np. przy ostatnio wyrzynajacych sie zabkach (mamy juz cztery tic taki, jak je nazywamy) to za nic w swiecie nie zmienilabym juz biegu wydarzen, a zycie bez kruszynka jest wrecz niewyobrazalne...
rok 2009 byl zatem bardzo wzruszajacy. rowniez dlatego, ze wrocilam do Was, do blogowania, po dluzszej przerwie i... i okazalo sie, ze jest tu tyle zyczliwych dusz, ze nie jestem czasem w stanie tego ogarnac.
wspolna pasja siedzenia w kuchni wychodzi dzis poza jej drzwi. z pomoca przychodza takie osoby jak bea, czy ptasia przy robieniu banerka do akcji, a irytek przy bezinteresownym tworzeniu szatki graficznej, piszecie maile na tematy nie tylko kuchenne jak beatka, dostaje caly czas mnostwo dowodow, ze warto tu byc, ze lubicie do mnie zagladac, ze czuje sie potrzebna... wspolne pichcenie, jak z majanka i atinka przekonuje, ze warto bylo wrocic bez dwoch zdan. az zaluje czasem, ze tak dlugo zwlekalam...

poza tym fajnie bylo wrocic chociazby tylko po to, by zorientowac sie, ze cos czego zarys w mej glowie siedzial wieki temu, stworzyla z powodzeniem poleczka i jej weekendowa cukiernia dziala tak imponujaco, ze az brak slow! pewnie wlasnie dlatego, ze stworzyla ja tak energiczna osobka, a nie ja... mam nadzieje, ze uda mi sie czesciej byc jej gosciem, niz tylko ten jeden raz z zeszlego roku, kiedy to sernik z jablkami podbil nasze serca.
co prawda kruszynek zasluguje na jeszcze wiecej uwagi niz dotychczas i z czasem bedzie kiepsko w ogole cos pichcic, co byc moze odczujecie przez rzadsze wpisy, ale weekendowa cukiernia "lekko" sie wydluzyla i chyba moge zaczac wierzyc, ze starczy mi na nia czasu...

chcialabym tu rowniez wspomniec, jak wazne okazaly sie dla mnie Wasze zeszloroczne komentarze. choc czasem uszczypliwe, na ogol bardzo mile, dawaly poczucie bycia potrzebnym. czesto uskrzydlaly, gdy okazywalo sie, ze np. taki podstawowy przepis na nalesniki, ktory wypracowalam sobie przez lata ich robienia "na oko", trafil w Wasze gusta i teraz tez wolicie robic je wedlug konkretnej ilosci skladnikow w dodatku wzorujac sie wlasnie na moim przepisie.
przepis na nalesniki to tylko jeden z Waszych ulubionych. sadzac po milych komentarzach, polubiliscie tez moj placek pasterza, choc odbiega on ciut od oryginalu oraz znacznie wiecej potraw, z ktorego to powodu bardzo mi milo... (a tutaj znajdziecie liste naszych ulubionych potraw z zeszlego roku, klik klik).

nacieszmy sie jeszcze starym rokiem, ktory na Waszych blogach przeminal juz nieodwracalanie przy lampce szampana i nowych intrygujacych przepisach. u mnie z powodu braku wiekszego dostepu do netu, stary rok zawiesil sie gdzies w czasoprzestrzeni, konczac przepisy na klasyczynych truflach swiatecznych i ciekawe czym rozpoczynajac (mam juz klika pomyslow na pierwsze potrawy po powrocie, ktory zbliza sie nieuchronnie - trzymajcie kciuki za jutrzejsza samotna podroz z kruszynkiem samolotem)? i kiedy tak siedze na kanapie z siostry laptopem na kolanach piszac tego posta, w glowie mam juz zoltosloneczna kuchnie w moim domu na wyspie, zapach swiezo zaparzonej kawy i przygotowanie pierwszego sniadania podczas sluchania oddechu kruszynka z elektronicznej niani, kiedy ten smacznie drzemie. wizja ta przepelnia me serce, bo mimo, iz tutaj jest tak cudownie to zaczynam juz powoli tesknic za wlasna kuchnia i garnkami, choc miesieczne objadanie sie potrawami mamy bardzo dobrze mi zrobilo. moze nawet zbyt dobrze podsumowujac te wszystkie kalorie... ;-)

nic dziwnego, ze konkurs na blog roku umknal mi gdzies pomiedzy byciem z bliskimi, a Waszym przypomnieniem, ze to juz rozpoczelo sie glosowanie. konkurencja okazala sie jednak ostatnia rzecza na jakiej mialam ochote sie skupic. dlatego fajnie bylo zaglosowac na ulubione blogi (wreszcie to moglam zrobic, bo bylam akurat w pl) i tyle! oczywiscie ja sama dziekuje za kazdy Wasz glos. to niesamowite, ze w ogole komus chcialo sie wyslac smsa! :-)
nie wiem, moze to juz tak jest, kiedy pojawia sie taki kruszynek? wszystko inne jest mniej wazne... choc w zeszlym roku udalo mi sie uczestniczyc w kilkunastu swietnych akcjach tematycznych dzieki ktorym np. polubilam sie z dynia oraz otrzymalam niesamowite prezenty jak ksiazka m. rouxa, dzieki konkursowi na ciasto na niedziele, z ktorej to jakimkolwiek przepisem mam nadzieje Was wkrotce uracze. nie dziwcie sie zatem, ze z nowym rokiem wciaz bede aktywna, jesli chodzi o rozne akcje. wiem ile ich zrobienie kosztuje wysilku, po tym jak moja akcja "swiateczne prezenty" pojawila sie i wyglada na to, ze po cieplym przyjeciu pozostanie z nami na dluzej...
co do starego roku to chyba najlepiej zrobil mi sam pobyt tutaj, w pl. wsrod bliskich. nabralam energii na nowy rok. chyba tylko tutaj bylo to mozliwe... i stalo sie to tez niesamowitym zakonczeniem starego roku. spedzenie swiat bozego narodzenia od pieciu lat wreszcie w rodzinnym domu! po takim urlopie az chce sie wiecej!...
tym bardziej, ze juz zaczely sie pojawiac najmilsze komenatrze jakie moga sie pojawic, takie jak np.: wracaj do nas!!! :-)
...



przepisy

